Przejdź do treści

W paradygmatach rzeczywistości

Dlaczego w paradygmatach a nie paradygmaty? Dlatego, że żyjemy w ustalonych paradygmatach rzeczywistości a nie w niej samej.

Rzeczywistość niestety nie jest nam znana. Bardziej lub mniej poznana ale nigdy całkowicie. To co wydaje nam się rzeczywistością wcale nią nie jest.

Rzeczywistość jest znacznie większa i bogatsza niż nam się to wydaje. Widzimy jedynie maleńki jej fragment, ograniczony do naszych naturalnych narzędzi odbierania bodźców, czyli naszych pięciu zmysłów. A i te są bardzo szczątkowe. I za pomocą tych miernych narzędzi ustalamy, uzgadniamy między sobą jak ma wyglądać rzeczywistość a nie jak wygląda. Na przykład, wiadomo obecnie, że prąd płynie od minusa do plusa, choć wszystkie podręczniki fizyki tłumaczą odwrotnie. I wszyscy o tym wiedzą. Nie znano kiedyś tego kierunku, nie umiano prawdziwie ustalić, więc przyjęto kierunek przeciwny za prawdziwy. I tak jest teraz z wieloma innymi rzeczami.

Nasz najdoskonalszy i najbardziej powszechny zmysł – wzrok, jest kompletnie nieprzydatny w mroku. Mówiąc wprost – jesteśmy ślepi w nocy. Ale są stworzenia, które widzą nawet po ciemku, są stworzenia, których wzrok jet tak ostry, że z łatwością dostrzegną mysz poruszającą się w trawie z odległości dziesiątków metrów. Zatem jak tu mówić o dostrzeganiu rzeczywistości.

A reszta zmysłów jest już tylko gorsza. Słuch – tylko w wąskim obszarze oceanu fal elektromagnetycznych. Nietoperz to żywy radar

Dotyk, smak i węch są daleko w tyle. Pająk odbiera najwięcej informacji za pomocą nóg, rekin wyczuwa kilka kropel krwi w tysiącach litrów wody, pies odbiera i rozróżnia około stu zapachów w tym samym czasie. Jak mają się nasze receptory w porównaniu z asami?

Musimy wiedzieć, że znamy tylko to, na co pozwalają nam nasze zmysły, a jak widzimy są one mocno ograniczone.

Do tego dochodzi szósty zmysł, czyli intuicja, w dużej mierze w stanie embrionalnym dla większości naszej populacji.

Zatem jak możemy powiedzieć, że znamy rzeczywistość. Otóż nie znamy, a to co znamy, to tylko fragment na jaki pozwalają nam nasze wrodzone instrumenty.

Ale ktoś powie: ok, ale to na co nam pozwalają nasze ograniczenia doświadczać, to to jest naszą rzeczywistością. Też nie do końca jest prawdą. Każdy osobnik rodzaju ludzkiego jest inny i każdy może doświadczać tę rzeczywistość inaczej, nawet świat materialny.

Na przykład ktoś widzi dowolny obiekt, który nazwał sobie tak: widzę drzewo. Ktoś inny widzi to samo ale nie wie jak to nazwać. A! To jest drzewo! – mówi ten drugi. I dalej oboje sobie opisują innymi słowami ten obiekt. Od tej pory jeden i drugi wie co to jest drzewo i każdy podobny obiekt będzie nazywał tak samo „drzewo”. Nawet jak będzie to krzak, bo przecież nikt nie powiedział, że nie każda roślina to drzewo.

I w ten sposób doszliśmy do rzeczywistości uzgodnionej. Ta uzgodniona rzeczywistość staje się paradygmatem rzeczywistości. Jest on (paradygmat) coraz to szerszy i szerszy i wcale nie ogranicza się tylko do materii. Wszelkie dziedziny nauk ścisłych a przede wszystkim nauki humanistyczne sięgają po narzędzie uzgodnienia czyli paradygmatu. Inaczej są one niezrozumiałe jak na początku to „drzewo” dla drugiego osobnika.

Gdyby przyjąć, że cała populacja jest na miejscu drugiego osobnika, która nie zna takiego słowa, a ten pierwszy opisał i nazwał ten obiekt „drzewo, to mógłby być uznany za świra, wariata albo wielkiego mędrca, wiedzącego więcej lub inaczej.

Tak więc żyjemy w ograniczeniach rzeczywistości uzgodnionej. Ty widzisz to i opisujesz i ja widzę podobnie (nie mylić z „tak samo”) i opisuję. Nasze opisy są w większości zgodne, więc zgadzamy się razem nazywać ten fragment tak samo. I to jest właśnie ta uzgodniona rzeczywistość.

I jak dobrze się przyjrzeć to wszystko co wiemy, jest paradygmatem. Wszystko. A co nie jest? Nie jest paradygmatem pytanie: „Dlaczego nie umiemy latać?”, Dlaczego nie widzimy zagęszczonej energii?, Dlaczego…?, Dlaczego…? Itd., itp.

Takie pytania są poza paradygmatami, bo odpowiedź nie jest z nikim uzgodniona. Ja widzę duchy a populacja na przykład nie. To który świat (rzeczywistość) jest prawdziwy? Ten ograniczony i uzgodniony przez populację czy mój, powiększony o byty duchowe? To już nie jest uzgodnione i ja mogę być ‘ochrzczony’ mianem „obdarowanego” albo „szaleńca” albo „chorego psychicznie”. Zależy co populacja uzgodniła w stosunku do moich dodatkowych predyspozycji.

Tak mogą znów zapłonąć stosy. I płoną, tylko dziś inaczej. Odbiera się na przykład prawo wykonywania zawodu (tak jakby komuś zakazać umieć jeździć na rowerze), metod jest cały wachlarz mniej lub bardziej skutecznych.

Zatem żyjemy w paradygmatach rzeczywistości. Szczególnie objawia się to przy filozoficznych poglądach. Wszystko co nas otacza jest uzgodnione. Materia, idee, poglądy etc.

Szczególnym rodzajem paradygmatu są doktryny. One w żadnym calu nie wymagają dowodów. Albo przestrzegasz zasad doktrynera albo jesteś niszczony. I nie ma tu mowy o jakimś uzgodnieniu rzeczywistości, a właściwie jest uzgodnienie tylko jednostronne. Tak bywa u rządzących szczególnie w tych systemach z końcówką -i(y)zm z demokratyzmem włącznie.

Tak więc doszliśmy do ustalenia, że rzeczywistość nie jest znana, natomiast znana jest tylko i wyłącznie rzeczywistość ustalona. Słuszne i prawdziwe może być tylko takie stwierdzenie, że żyjemy w paradygmatach rzeczywistości a nie w niej samej, bo jest ona siłą rzeczy nie znana nikomu.

Dlaczego Robalika w Paradygmatach?

No cóż? Opowiadając różne rzeczy, na różne tematy: historyczne, polityczne, narodowościowe, religijne, systemowe etc., etc. nie sposób ominąć by nie nadepnąć komuś na przysłowiowy ‘odcisk’. Opisując wszechstronnie świat robali, jako stworzeń od zawsze zamieszkujących naszą wspaniałą planetę, a szczególnie jeśli będzie służył ten opis do parafrazy rodzaju ludzkiego. Czytelnik obdarzony takim ‘odciskiem’ może jedynie się domyślać, że wiem o jego przypadłości i celowo go chcę w ten sposób dotknąć. A nie może się powołać na uzgodnione hasło np. antysemityzmu, czy czegoś tam innego.

Unikam w ten sposób jakiegoś halo, gróźb, pozwań sądowych, rodo i wielu, wielu innych pułapek natury raczej prawnej niż rzeczywistej.

Dlatego muszę usystematyzować gatunek owadów do poszczególnych nacji czy populacji tak, aby wprawny czytelnik mógł bez problemu domyślić się o co lub o kogo chodzi. Dla przykładu, będzie tu mowa o wielkich czerwonych mrówkach. No i co? Czy jest jakiś czytelnik, który nie dostrzeże aluzji, nie pokojarzy właściwie?

Niewątpliwie duży wpływ na tę ‘heroikę’ miał film kreskowy pt. ‘Mrówka Z’, ale również fakt, że moje nazwisko bardzo kojarzy się z tymi stworzeniami.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *